"Nigdy nie wyrastajcie z punk-rocka!" - Wywiad z zespołem Leniwiec - Data: 22.05.2011 - Ogladano: 859

Dokąd zmierzacie na Waszym najnowszym albumie "Droga"
Ta droga jest celem a nie tylko prowadzi do celu. Na płycie znalazły się nuty, które za nami chodziły i to wszystko. Płyta nie ma jakiegoś celu, targetu itd. - nagraliśmy ją dla siebie ale oczywiście cieszy nas, że podoba się nie tylko nam.
Skąd decyzja o poszerzeniu składu?
Chcieliśmy grać więcej ska i reggae a czteroosobowy skład jest najczęściej zbyt "ubogi" do takiego grania. Powoli zaczęliśmy się "dusić" przy aranżowaniu nowych kawałków. Zdawaliśmy też sobie sprawę, że nie jesteśmy wielkimi technikami i nowi muzycy mogą wnieść do naszego spontanu odpowiedni warsztat. Wszystkie plany wypaliły i jesteśmy bardzo zadowoleni z tych zmian.
Dużo osób musieliście przesłuchać zanim trafiliście na tych właściwych?
Mieliśmy wyjątkowe szczęście - przesłuchaliśmy dwie osoby i obie grają z nami do dziś.
Co takiego jest w Polsce, że nie może ona "wyjść na zdrowie"?
Złodziejstwo, bylejakość, nietolerancja, zaściankowość... mam wymieniać dalej?
"Droga" to dopiero 4 płyta w 17 letniej karierze Leniwca. Czemu pojawiło się tak mało waszych wydawnictw? Brak weny twórczej, czy może raczej "proza życia"?
Pierwsze lata to była nauka gry i o płytach nawet nie było co marzyć. Potem staliśmy się troszeczkę ofiarą własnej popularności. W tygodniu pracujemy a w weekendy jeździmy z zespołem na koncerty. Na próby nie ma więc czasu a bez prób nie ma nowych kawałków. Teraz przynajmniej częściowo rozwiązaliśmy ten problem - przesyłamy sobie pliki midi z pomysłami na nowe kawałki.
Skąd pomysł na marynarsko-celtyckie rytmy na najnowszym wydawnictwie?
Słuchamy takiej muzy w domu. Moim zdaniem taki folk świetnie miksuje się z punk-rockiem. Te kawałki są doskonale przyjmowane przez publiczność na koncertach - widać, że brakuje u nas takiej mieszanki. Zresztą wydaje mi się, że obecnie w Polsce nikt poza Leniwcem nie łączy punk-rocka z folkiem, ska i reggae.
Jak już sięgnęliście po klimaty folkowe, czemu nie postanowiliście dobrać się do rodzimego folkloru?
Na takie pytania nie ma racjonalnej odpowiedzi bo sztuka nie jest racjonalna. Trudno mi odpowiedzieć dlaczego taka muzyka przemawia do mnie bardziej niż nasz rodzimy folk.
W jednym z wywiadów powiedzieliście, że taki zespół jak Wasz gdzieś indziej byłby "zawodowy", czyli że moglibyście z działalności w nim żyć, ale w Polsce jest to niemożliwe. Dlaczego?
Jesteśmy gdzieś "w czubie" na scenie punk-ska. W innych krajach zespoły z tego "czuba" żyją z grania. Dlaczego tak się dzieje - najprostszą odpowiedzią jest chyba to, że Polska jest biedniejsza niż "zachód".
Z kolei w innym wywiadzie Mucha stwierdza, że możliwe by było wyżycie z Leniwca w Polsce, ale musielibyście rzucić Wasze prace i grać więcej koncertów? Tak bardzo lubicie swoje "normalne" zajęcia, czy też po prostu Leniwiec nie jest dla Was wart poświęcenia mu całej swojej uwagi?
Można by z tego się utrzymać ale trzeba by przez większość roku być w trasie - jeździć od miasta do miasta i wciąż być poza domem. Takie życie nie jest naszym marzeniem. Odpowiada nam sytuacja obecna - granie jest naszą wielką pasją a koncerty możemy ale nie musimy grać.
Zdarza Wam się udzielać wywiadów dla mediów nie "branżowych", gdzie ludzie mówią "punk" i automatycznie myślą: brudna, rozskakana młodzież z kolorowymi fryzurami postawionymi na cukier, zupełnie nie mając pojęcia o stojących za tą subkulturą ideałami. Jak myślisz czy taki wizerunek jego fanów, wdeptany glanami w opinię publiczną, nie szkodzi punkowi?
Wychodzę z założenia, że każdy taki wywiad powoduje, że cześć osób zmienia swoją opinię o punkowcach. Od zawsze sądziłem, że zamknięcie się tylko na własnej scenie powoduje, że przekonujemy i namawiamy już przekonanych. Jeśli chodzi o te wszystkie złe opinie to muszę niestety dodać, że ta subkultura nie jest kryształowa i te opinie są w jakiejś tam części prawdziwe. To niestety tak jest, że te negatywne (i raczej rzadkie) zachowani są najbardziej widoczne.
Wasz kontrakt z Mystic zachęca Was, o ile dobrze zrozumiałem, do nagrania wydawnictwa DVD. Wy jednak nie zdajecie się być zbytnio zapaleni do tego pomysłu. Dlaczego? Nie sądzicie, że byłoby to ładne ukoronowanie wieloletniej kariery grupy Leniwiec?
Osobiście jestem bardziej za słuchaniem muzyki na koncertach i z płyt a nie za oglądaniem kapel na DVD. Nie ciągnie mnie to ale może faktycznie warto uwiecznić koncert by kiedyś przypomnieć sobie jacy byliśmy piękni i młodzi.
Jeśli takie DVD miałoby się ukazać, jak je sobie wyobrażacie? Koncert klubowy, czy plenerowy, czy sam koncert, czy też może jakieś materiały zza kulis?
Jak już wspominałem - nie oglądam DVD więc nie wiem jakie są standardy. Może warto nagrać kilka koncertów tak każdy kawałek był w innej scenerii.
Właśnie, 17 lat na scenie. Jak przez ten czas zmieniała się scena muzyczna i rzeczywistość oczami weteranów punk rocka?
Scena zmieniła się dokładnie tak samo jak cała Polska. Kiedyś o Gibsonie za 1000 $ nie można było nawet marzyć bo to były pewnie roczne zarobki moich rodziców a teraz na Gibsonach grają nawet początkujące młode kapele. Za dawanych czasów zdarzały się kluby, których za nagłośnienie robiły Eltrony z kablami wciśniętymi na zapałki, ogólnie koncertów było mniej ale za to na każdy z koncertów zjeżdżała załoga ze wszystkich okolicznych miast.
Czy ta "wolna" Polska nie zawodzi Was zbytnio? Nie chcielibyście już pisać piosenek, o jakichś, za przeproszeniem pierdołach?
Wolna Polska jest bezsprzecznie lepszym miejscem niż PRL. Oczywiście nie mamy tu drugiego raju i nigdy nie będziemy mieć. Moja niezgoda na wiele rzeczy nie ma niestety większej mocy - takie są uroki demokracji - mogę jednak o tym zaśpiewać.
Myślicie, że jest w ogóle tu, czy gdziekolwiek indziej, możliwe osiągnięcie sytuacji, w której muzycy nie grający i śpiewający o niczym, nie będą mieli o czym śpiewać, i będą zmuszeni do pisania tekstów "o dupie maryni"?
Jasne, że nie. Problemy występują nawet w najbogatszych i najlepiej rządzonych krajach.
Co takiego jest w muzykach-kucharzach co Was odrzuca?
Rozumiem, że odnosisz się do pewnego wywiadu, w którym uznałem, że największy obciach to wizyty w telewizjach śniadaniowych w roli kucharza. Dla mnie takie gotowanie na ekranie to maksymalny obciach i dość smutna próba pokazywania się wszędzie gdzie się da.
Czego byście sobie życzyli na kolejnych naście lat?
By granie nadal sprawiało nam tyle radości! Fajnie by było zagrać też wielką światową trasę ale to raczej nam nie grozi.
Jakieś ostanie słowa dla czytelników antyportal.net?
Nigdy nie wyrastajcie z punk-rocka! Do zobaczenia na koncertach.
Rozmawiał Kosa
Napisał(a): kosa
Komentarze [2]
