AntyPortal.net

Piorunujące wrażenie

Klubu Harenda nie darzę zbytnią sympatią. Lokalizacja jest bardzo ok, klimat też w sumie w porządku, a i urządzony jest fajnie. W zasadzie wszystko byłoby super, gdyby nie to fatalne oświetlenie.

 

 

Narzekam na oświetlenie, bo przeszkadza mi to w dużej mierze jakieś sensowne zdjęcia z koncertu zrobić, ale mam pełną świadomość, że większość ludzi nawet nie zwróciłaby uwagi na to uwagi, nawet, gdyby w klubie panowały całkowite ciemności. Byle jakoś dało się kursować na trasie od baru do sceny i w zasadzie racja, bo czegóż chcieć więcej?

Oczywiście dobrej muzyki! Ale o to akurat, przez większość wieczoru nie było trudno.

Koncertowy wieczór zaczęli Vagitarians, którzy paradoksalnie tym występem zacz kończyli swoja działalność. Dlaczego i czy definitywnie? Któż to wie? Napisałbym, że zdecydowanie bardziej wolałem ich słuchać w wersji akustycznej, aniżeli elektryczno-sludgeowej, ale nie ładnie się tak pastwić nad, póki co, trupem. Mimo wszystko szkoda. Przyznać trzeba jednak, że Panowie odeszli z klasą, a mix hitów małych i dużych, i co ważne nie tylko rockowych, jaki zaserwowali na koniec – ekstraklasa.

Po Vagitarians na scenie stawili się Golden Animals. Duet na perkusję i gitarę, który zapowiadał się intrygująco, bardzo szybko okazał się dłużącym się potwornie występem. W domowych warunkach, z płyty jestem w stanie ich posłuchać. Powiem więcej, nie tyle jestem w stanie, co po prostu lubię. Na żywo jednak po dwóch, góra trzech utworach stają się nie do zniesienia. Prezentują się intrygująco, stojąca za perkusją Linda Beecroft ma w sobie zjawiskowa aurę mistycyzmu, ale na dłuższą metę i to staje się nużące.

 

 

Wszystkich, którzy posnęli przy Golden Animals w mgnieniu oka do pionu postawili będący gwiazdą wieczoru The Flying Eyes. Ich ostatnie wydawnictwo "Lowlands" wywołało we mnie mieszane uczucia i byłem bardzo ciekaw jak ten materiał wypadnie na żywo. I bardzo pozytywnie się zaskoczyłem. The Flying Eyes zrobili na mnie piorunujące wrażenie...i to już za pierwszym razem, kiedy ich widziałem w Fonobarze. W Harendzie było jeszcze lepiej. Kiedy widziałem ich ostatnio pisałem o podręcznikowym przykładzie rock'n'rollowego koncertu. Tym razem nie mogło być inaczej, zwłaszcza, że Will Kelly tym razem popijał do koncertu tylko wodę. Energii, ekspresji i wszystkiego czego można by sobie na koncercie zapragnąć, było jeszcze więcej niż w Fonobarze. Publika nie pozostawała dłużna i również nie brała jeńców. Dwukrotnie udało się jej wyciągnąć chłopaków z The Flying Eyes na bisy. Ostatni, bardzo kameralny, odegrany tylko na gitarę, wokal i harmonijkę.


Aż strach pomyśleć, jak będzie wyglądał ich kolejny koncert. Jedno jest pewne, Nikogo, kto sobie ceni rocka i retro brzmienia nie powinno na nim zabraknąć

 

Galeria zdjęć z koncertu The Flying Eyes, The Golden Animals, Vagitarians

Comments:

Copyright (c) Antyportal.net - 2014

Top Desktop version

Dołącz do nas na Facebook'u
Śledź nas na Tweeterze