AntyPortal.net

Digger i Hunter w Leśniczówce



Myśl przewodnia na dziś: Nigdy nie ufać organizatorom, ani nie wątpić w możliwości klubu.

 

Leśniczówka, zgodnie z nazwą, jest małą chatką pośrodku lasu, więc każdemu na wieść o koncercie Huntera powinno nasunąć się pytanie: jak oni chcą tam upchnąć zespół , którego fani wypełniają kilkukrotnie większe kluby?

Tym większe było moje zaskoczenie gdy po wejściu na salę zobaczyłem wielką pustkę. Zniknęły wszystkie stoły co kilkukrotnie zwiększyło pojemność Leśniczówki, jednak wygospodarowanej nikt nie wypełniał. Jak się później okazało różne źródła podawały różne godziny rozpoczęcia i oczywiście te zawarte na plakacie były najdalsze od rzeczywistości.

Tak więc po 1,5-godzinnym oczekiwaniu na scenie pojawił się pszowski Digger dźwigający na barkach już 15 lat doświadczenia scenicznego. Nie było to moje pierwsze spotkanie z tą kapelą i powoli zaczynam dochodzić do wniosku, że chyba mam pecha do ich koncertów, ponieważ o żadnym nie mogę powiedzieć, że nieprzebrane tłumy oblegały scenę. I tym razem większość osób stała zgodnie rozstawiona po najciemniejszych zakątkach sali podczas gdy bliżej zespołu odważyło się podejść jedynie kilku zapaleńców, więc można było zapomnieć o próbach nawiązania kontaktu przez zespół.

 Na żywo Digger brzmi znacznie lepiej niż można by sie tego spodziewać po gatunku, który prezentują, a który ja osobiście niezbyt trawię, czyli metalcore. Całkiem przyjemnie słuchało się więc utworów znanych z ostatniego krążka pt. Evidence...is written in the noizz, które stanowiły większość set listy i zostały okraszone kilkoma starszymi kawałkami, a nawet jakiś coverem.

 Kiedy po przerwie wróciłem na salę okazało się, że publika szybko się rozmnożyła i pod sceną jest już grubo ponad 200 osób, które przedarły się przez las i przybyły specjalnie dla Huntera. Nie zmienia to jednak faktu, że w tak specyficznym miejscu jakim jest Leśniczówka spodziewałbym się raczej występu akustycznego niż standardowego koncertu. A jednak, zaczęło się jak zwykle od Strasznika ,a kolejne utwory znane z HellWood wcale nie wskazywały na żadne drastyczne zmiany. Niestety tym razem zabrakło Jelonka, chociaż mam wątpliwości czy udałoby się zmieścić jeszcze jedną osobę na i tak już zatłoczonej scenie. Po pewnym czasie zorientowałem się również, że perkusista jakoś nie pasuje do reszty obrazka. Co prawda, dawno nie widziałem ich na żywo, ale nijak nie przypominał on ani Brooza, ani tym bardziej Daraya.

Po części hellwoodowej zespól powoli zaczął się cofać w przeszłość, przeplatając ze sobą kawałki z T.E.L.I. i Medeis oraz okraszając je wisienką z Requiem. Natomiast po standardowym secie publice udało się wyprosić nawet kilka niezaplanowany bisów jak chociażby Pomiędzy niebem a piekłem czy $mierci$miech.

 Chociaż usłyszałem tego wieczora większość ulubionych utworów, to jednak zabrakło mi typowo koncertowych smaczków, jak na przykład Wojenki granej chyba jeszcze za czasów promowania T.E.L.I., które nadawały niezwykłego klimatu koncertom Łowców. Galeria z koncertu

 

 

 

Comments:

Copyright (c) Antyportal.net - 2014

Top Desktop version

Dołącz do nas na Facebook'u
Śledź nas na Tweeterze