Nie uciekamy w przeszłość – wywiad Hańba!

Antyportal.net: Jak to u was było? Najpierw pojawił się pomysł grania folk-punka usadowionego w latach 30 ubiegłego wieku, do którego dobraliście instrumentarium, czy też powstanie Hańby! było owocem rozważań, co ciekawego można by zagrać na banjo, harmonii i klarnecie?

Ignacy Mode, Hańba: Najpierw były folkowe instrumenty oraz kilka lat grania w eksperymentujących zespołach. W odpowiedzi na potrzebę powrotu do prostego i szybkiego grania, na którym większość z nas się wychowała, postanowiliśmy znaleźć kontekst, w którym takie agresywne brzmienie będzie mogło o czymś opowiadać. Tak doszliśmy do międzywojnia

Właśnie dostaliście nominację do Fryderyków. Serce mocniej zabiło, czy może macie do tych nagród taki stosunek jak duża część środowiska muzycznego spoza pierwszych stron gazet, która w najlepszym przypadku jest na nie obojętna?

Nie uwierzymy nikomu, kto będzie się zarzekał, że ‘serce by mu nie zabiło’. Jak wiele rozbawienia czy wręcz zażenowania Fryderyki, a szczególnie nominacje do nich, by w nas nie budziły – to wciąż jeden z najważniejszych sposobów na docenienie muzycznej działalności. Co nie zmienia faktu, że niektóre decyzje tzw. Akademii budzą delikatnie rzecz ujmując zdziwienie.

Macie już na koncie wśród laurów, między innymi Paszport Polityki. Co w was takiego widzą jurorzy?

Może wciąż zaskakuje nasza konsekwencja w opowiadaniu o trudnych sprawach za pomocą miksu literatury, nietypowego instrumentarium i dosyć ekstremalnego podejścia do grania na nim.

W zespole występujecie pod pseudonimami. Co jest takiego w waszej twórczości, że musicie się ją wykonując schować za alter ego?

To nie kwestia chowania się, a jedynie wcielania w postacie, które istnieją w wykreowanym przez nas świecie przedstawionym. ‘Hańba!’ to osadzona w latach 30. XX wieku fikcja – muzyczna i literacka.

Opisując czym jest Hańba! zabawiliście się w twórców alternatywnej rzeczywistości pisząc „Wyobraźmy sobie, że punk rock nie powstaje na wyspach brytyjskich w latach siedemdziesiątych, lecz w międzywojennej Polsce(…). Jako że, jak rozumiem, mocno siedzicie w „tamtych czasach” puśćmy raz jeszcze wodze fantazji i wyobraźmy sobie, że Polska nie była po wojnie pod sowiecką okupacją, tylko mogła się samostanowić. Jaki i czym charakteryzujący się styl muzyczny mogłaby dać światu, gdyby nie dziesiątki lat szarego komunizmu?

Próbą odpowiedzi na Twoje pytanie jest wydana niedawno płyta duetu Młynarski/Masecki, na której polska muzyka rozrywkowa lat 30. jest zagrana ‘nowocześnie’, kierując się już w kierunku ‘nowego’ jazzu. A czy kultura polska mogłaby dać światu rozpoznawalny styl muzyczny? Pewnie jeszcze szybciej nasi jazzmani dotarliby do szerokiej publiczności, a muzyka tradycyjna (nie tylko polska, ale ogólnie środkowoeuropejska) konkurowałaby z hinduską czy afrykańską. Co nie zmienia faktu, że jako peryferia wciąż byśmy kopiowali muzykę popularną, zresztą ów szary komunizm wcale temu nie przeszkadzał, wystarczy posłuchać Czerwonych Gitar, Breakoutu czy Bajmu.

Kiedy pierwszy raz was usłyszałem pomyślałem „To jest genialne, na tak wielu płaszczyznach!”, a potem wyczytałem gdzieś, że w przeciwieństwie do tego co myślałem waszym zamysłem wcale nie jest komentowanie obecnej rzeczywistości za pomocą środków z lat 30tych, tylko skupienie się na tym co działo się właśnie w tamtym okresie. Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale odbieram was jako osoby o trochę punkowym spojrzeniu na świat, a te z kolei kojarzą mi się z niezgodą na niedziałające tak jak powinno tu i teraz. Czemu więc zamiast chcieć zmieniać świat, bawicie się w zasadzie w coś na kształt grupy rekonstrukcyjnej?

Żeby zmieniać świat, warto się czasem zastanowić, co poszło nie tak w przeszłości, żeby pewnych błędów nie popełniać. Przy czym o pewnych sprawach o wiele lepiej opowiada literatura, niż najlepsze opracowania historyczne. Nie jesteśmy aktywistami czy komentatorami, jedynie artystami, którzy snują swoją własną opowieść. I właśnie ta opowieść ma skłaniać do refleksji, reinterpretacji, zastanowienia. Zależy nam na zaangażowanych słuchaczach, którzy krytycznie podchodzą do odbieranych treści.

Tak, jak w okresie międzywojennym, tak i teraz można powiedzieć za chińską klątwą, że żyjemy w ciekawych czasach. Teksty, które powstały ponad 80 lat temu niestety znowu stają się aktualne. Czy widzicie jakąś szansę, żebyśmy kiedyś wysiedli z karuzeli, na której historia ciągle zatacza koła i ruszyli naprzód nie tylko technologicznie?

Jest wręcz odwrotnie – historia nie zatacza kół, jest procesem, w którym różne zjawiska wzajemnie konkurują, przez co czasem jedne, a czasem inne treści stają się ‘dominujące’. Ostatnie lata pięknie pokazują, że naprawdę niewiele potrzeba, by obudzić pewne demony, które nie przyszły przecież znikąd, były wśród nas od zawsze. Zatem z tej karuzeli nie da się wysiąść, można jedynie walczyć o odpowiednie jej wyregulowanie.

Wracając jeszcze na chwilę do spekulacji, jak myślicie, do jakiego stopnia w zdobyciu w Polsce rozgłosu pomógł wam fakt, że nie umiemy się uczyć na błędach i teksty z zeszłego wieku, o których już wspominałem znowu stają się aktualne

Bo te teksty nigdy aktualne być nie przestały. I niestety nie przestaną, o relacjach władza-obywatel czy o różnej maści -izmach będzie się pewnie śpiewało równie dobrze za 100 lat. Co do samego rozgłosu – pytanie, czym właściwie jest. Nasze pierwsze kroki na większych scenach stawialiśmy już w 2014 roku, gdy o niektórych sprawach mówiło się mniej lub wcale.

Kiedy czytam wywiady z wami odnoszę wrażenie, że macie bardzo duży dystans do tego co się wokół Hańby! dzieje. O koncertach w USA, czy Primaverze, które dla niektórych są marzeniem mówicie, jak o występie w pierwszym, lepszym domu kultury, a o występie na festiwalu South By Southwest, który dla wielu muzyków jest obsesją, a na który nie udało wam się dotrzeć, ze spokojem mówicie „luz, zagramy tam sobie za rok”. W ogóle nie „jaracie” się „zagranicom”, czy miarą sukcesu będą dla dopiero okładki z waszymi podobiznami w Gali i Vivie?

Ależ dla nas wszystkie wymienione przez Ciebie wydarzenia również były spełnieniem marzeń. Choć część naszych reakcji wynikała pewnie z faktu, że pytani o nie na gorąco nie uświadamialiśmy sobie w pełni, co się właściwie dzieje. Dystans do zjawisk towarzyszących graniu muzyki jest niezbędny, lepiej jeść małą łyżeczką dłużej, niż odpłynąć przy pierwszym fajniejszym wydarzeniu i nigdy go nie powtórzyć. Plus jednak nie samo granie jest najważniejsze – o wiele przyjemniej wspominamy wyprawy, które wiązały się z ciekawymi podróżami czy pozytywnymi ludźmi. Stąd częściej niż o niektórych ‘dużych’ festiwalach zdarza nam się wspominać w wywiadach o nieco dzikich imprezach na Morawach czy niesamowitym Chutorze w Gorajcu.

Polecilibyście jakieś warte uwagi „lokalne” zespoły, z którymi dzieliliście scenę na swoich światowych wojażach?

Szczęki opadły nam zupełnie, gdy w Akron (Ohio) z pozoru nieśmiały chłopak z podniszczonym akustykiem w dłoniach odpalił fuzza i wrzasnął na publiczność. Nikt nie wie, jak się nazywał, ale to było niesamowite przeżycie. Wizyty w stosunkowo niewielkich miastach, jak Akron czy Lowell koło Bostonu, albo 3 dni spędzone na Nelsonville Music Festival uświadomiły nam, że chyba nigdy nie dogonimy USA pod względem muzykalności. Nie chodzi o sprzęt czy pieniądze – czasem wystarczy gitara i głos. Tyle że na tej gitarze grają wszyscy.

Czytałem, że jest w planach jakaś kolaboracja z Dzieciukami. Czy pomysł jest ciągle aktualny i czy moglibyście o nim coś więcej powiedzieć?

Pewne ‘dalsze’ plany towarzyszyły naszym wspólnym koncertom. Niestety nie udało nam się tego spiąć logistycznie i na razie nie zanosi się na kolaborację. Z pewnością chętnie jeszcze kiedyś zagramy ‘Żandarma’ dopalonego Dzieciukowymi gitarami czy ‘Kościuszkę’ z tubą.

Identyfikujecie się zdaje się, że sceną punkową, która coraz częściej odchodzi w zbiorowej świadomości od gitar i wzmacniaczy na rzecz coraz różniejszych środków wyrazu, jak wasze lata 30, czy bardziej performance’y, niż koncerty Siksy. Czy jest jakaś granicą artystycznego wyrażania przyświecających punkowi idei, po przekroczeniu której można by powiedzieć, „sorry, ale to już nie jest punk”?

Oczywiście, że takiej nie ma. Ze sceną punkową łączy nas idea, czyli wolne podejście do sztuki, chęć przełamywania schematów i żywego, wręcz ‘organicznego’ grania. Nie jesteśmy jednak ‘scenersami’, którzy staliby na straży ‘punkowej’ ortodoksji. Punk w naszym odczuciu jest niezgodą na to co ‘ułożone’, ma rozsadzać, to co zamknięte. Sposób wyrazu jest jedynie środkiem do tego celu.

Wiele razy pewnie słyszeliście pytanie o to, czy Hańba! dotrze do czasów wojny, bo teraz według waszego kalendarza jest zdaje się rok 1938. A ja bym chciał zapytać, czy wyobrażacie sobie Hańbę! śpiewającą o powojennej Polsce?

Oczywiście. Tym bardziej, że w naszej opowieści do wojny dojść po prostu musi.

Kiedy zapytać was o to dlaczego zdecydowaliście się na takie, a nie inne oblicze Hańby! powiecie, że szukaliście czegoś prostszego (wiem, bo to sprawdziłemJ), a jak dodać do tego umiejscowienie czasowe waszego projektu myślę, że można by was podłączyć na upartego pod rosnący w pierwszej dekadzie lat 2000 nurt reminiscencji, tęsknoty za „prostszymi czasami”. W perspektywie najbliższych dekad myślę, że możemy mówić realnie o podboju kosmosu, sztucznej inteligencji, jeszcze większej obecności elektroniki w codziennym życiu. Czy to coraz bardziej realny scenariusz z Terminatora jest powodem, dla którego coraz więcej ludzi woli uciekać w przeszłość, zamiast patrzeć w przyszłość?

W przyszłość patrzono też w latach 30., nie mówiąc o całej erze podboju kosmosu w kolejnych dekadach. Jak już wspomnieliśmy – nie uciekamy w przeszłość, jedynie o niej opowiadamy, raczej ku przestrodze. Właśnie po to, żeby przyszłość była naprawdę ‘świetlana’. Inna sprawa, że o owej najmądrzej pisano 50 lat temu.

Jak jesteśmy przy przyszłości, to co w najbliższym czasie będzie się u was działo?

Nie przestajemy koncertować. ‘Będą bić’ ma dopiero pół roku, jesteśmy w trakcie naszej 5. Trasy Zbuntowanej. Latem wystąpimy na kilku festiwalach w Polsce i nie tylko, a jesienią ruszymy klubowo również zagranicę.

Ja już nie mam więcej pytań, jeśli chcielibyście jeszcze coś przekazać naszym czytelnikom, to oddaję wam głos.

Wielkie dzięki za ciekawe i krytyczne pytania, na takie rozmowy czekamy! A czytelnikom, Tobie i nam samym – nie bójcie się wątpić, w to co słyszycie czy czytacie

Rozmawiał : Kosa

Facebook Hańba!