Nigdy, przez całe życie nie byłem w 100% zadowolony z tego co zrobiłem – wywiad z Wedge

Antyportal.net: Jako, że nie mogłem znaleźć żadnego wywiadu z wami po Polsku musimy przejść przez podstawy: kim jesteście, co sprawiło, że założyliście Wedge i jak w rozmowie o pracę – gdzie widzicie się za pięć lat?


Kiryk Drewinski (wokal, gitara Wedge): Jesteśmy Wedge, fuzz rockowe trio z Berlina. Założyliśmy zespół, bo możesz w to wierzyć, albo i nie, nie ma w Berlinie zbyt wiele zespołów grających dobrego, old schoolowego acid rocka. Gdzie widzimy się za 5 lat? Hm, zastanówmy się… za trzy lata planujemy tragiczny wypadek lotniczy, w którym zginie dokładnie połowa składu. Dzięki temu zyskamy trochę rozgłosy w mediach, a w zasadzie nawet za dużo, na co wielu zwróci uwagę. Rok później nasze brzmienie ulegnie dramatycznej zmianie i doprowadzi do pojawienia się naszego kontrowersyjnego electro-popowego arcydzieła. Za 5 lat zostaniemy też częścią niesławnej Rock’n’roll hall of fame. Oczywiście żartuję. Nie robimy zbyt wiele planów. Mamy po prostu nadzieję, grać tyle zajebistych koncertów ile się i nagrywać dobre albumu, żeby sprawiać radochę sobie i lubiącym podobne do nas rzeczy ludziom.

Można spokojnie powiedzieć, że Berlin jest mekką muzyki elektronicznej, jak to się stało, że zaczęliście grać klasycznego rocka?

Twoje pytanie może już zawierać odpowiedź. Myślę, że jesteśmy częścią ruchu oporu przeciwko całemu temu gównianemu, pozbawionemu duszy, mechanicznemu hałasowi powstającemu w Berlinie. Po prostu nie lubimy większości muzyki elektronicznej, więc pomyśleliśmy że stworzymy zespół, którego sami chcielibyśmy słuchać i oglądać. Berlin generalnie ma w sobie dużo z ducha DIY.

Dlaczego tak ważne jest dla was, żeby pozostać tercetem? To ze względu na kształt klinu? (wedge – ang klin)

(Śmiech) to też. Święta trójca, trójkąt bermudzki, trzygłowy smok…jeśli masz do czynienia z dużą ilością osób, ich talenty mogą się rozmywać i nie mogą oni osiągnąć swojego pełnego potencjału. Lubimy też postrzegać nasze ograniczenia jako inspiracje i używać ich w naszej muzyce, zwłaszcza na żywo, jako że w studio i tak je pomnażamy dzięki cudom nowoczesnej techniki. Myślę też, że jest coś w trzyosobowym połączeniu co powoduje tworzy mocniejszą więź. A mówiąc prosto: mniej ludzi, mniej problemów.

Jak piszecie swoją muzykę? Czy jest to proces kolektywny, pełen jamów, czy piszesz materiał samodzielnie i przynosisz do Sali prób, gdzie nad nimi pracujecie?

To drugie. To ja w większości piszę materiał Wedge. Mam to szczęście, że moi koledzy z zespołu ufają mi w 100%. Ich wkład w muzykę jest ogromy, ale ma miejsce, kiedy podstawy są już gotowe. Zawsze uważałem, że próby napisania piosenki w trakcie jamów, to jak próby napisania książki na podstawie gadania bzdur przez dwa tygodnie. Dla niektórych może to działać, ale nie dla nas. Nie jest to po prostu wystarczająco wydajny proces. Dobra piosenka musi być jak dobry kawał – musi mieć puentę w punkt. Dla nas pisanie piosenki to proces składający się z dobrze przemyślanych pomysłów, koncepcji, struktur i kontroli. W żadnym wypadku nie jest to coś losowego. Oczywiście dużo też jamujemy, ale tylko po to żeby się rozkręcić i dla zabawy. Potrzebujemy też reakcji tłumu na nasze jamy, więc największą zabawę i tak sprawia nam jamowanie na żywo.

Powiedziałeś kiedyś, że  wszystko przynosi Ci inspiracje, czy przypominasz sobie coś co zainspirowało Cię do napisania piosenki, po czym nigdy nie spodziewałbyś się, że jest inspirujące?

Inspiracja może być dosłownie wszędzie

Może ją znaleźć każdy nawet tu, jeśli na odwagę się zdobędzie

W pojedynczym zdaniu ją znajdziecie,

I może się zdarzyć w każdym momencie

Jeśli jest prawdziwa w pojedynczym słowie się znajduje,

Nawet, kiedy ktoś Cię w wywiadzie przepytuje*

Może na przykład zadziałać w ten sposób. Wiesz o co mi chodzi (śmiech)

Gratulacje w związku z zeszłorocznym albumem Kliing Tongue. Świetna płyta. Ale często, rozmawiając z muzykami, w momencie w którym płyta ląduje na półkach sklepowych już chcieliby coś w niej zmienić. Mieliście rok, żeby oswoić się z tym albumem, czy jest coś co doprowadza Cię do szału kiedy go słuchasz i chciałbyś zmienić?

Masz absolutną rację, zawsze są jakieś rzeczy, które chce się zmienić po fakcie. Mówiąc szczerze nigdy, przez całe życie nie byłem w 100% zadowolony z tego co zrobiłem, ale takie są prześladujące mnie objawy perfekcji; motoru postępu. Dzięki temu ma się motywację do tego, żeby następny razem spróbować innego podejścia. Okazuje się więc, że to pozytywna rzecz. Ale staramy się zmusić do nie patrzenia za siebie. Patrzymy przed siebie. To zawsze lepszy kierunek.

W przypadku albumów i tak ma się taką schizofrenię: kiedy się ukazują są już dla zespołu stare, a nasze umysły już są przy następnych wyzwaniach, nowych piosenkach, nowej płycie…

Wasz profil na Facebooku pisze, że ciągle jesteście w ruchu.Za czym najbardziej tęsknicie, jeśli za czymś w ogóle kiedy jesteście w trasie, a zaczym, kiedy siedzicie w domu na kanapie?

Kiedy jesteś w domu robisz rzeczy, które pozwalają Ci ponownie ruszyć w trasę, co z kolei pozwala Cie pozostać w grze i pracować w studio, kiedy nie jesteś w trasie. To zamknięty krąg i lubimy oba wszystkie jego aspekty, ale bycie w domu jest bardziej jak sianie, podczas gdy bycie w trasie to zbieranie plonów. Najbardziej tęsknimy za publicznością, za tę energią którą daje tylko tańczący, krzyczący tłum ludzi, którzy się dobrze bawią. To podpala jak benzyna. Nie wydaje mi się, żebym tęsknił za zbyt wieloma rzeczami, kiedy jestem w trasie. Oczywiście tęskni się za ukochanymi, a życie na walizkach ma swoje minusy, ale kiedy jesteś w trasie masz w zasadzie za zadanie wygenerować jak najwięcej zabawy dla siebie i innych, więc powiedzmy że radzimy sobie z tą sytuacją całkiem nieźle (śmiech)

Drewinsky (nazwisko wokalisty) to znajomo brzmiące nazwisko. Czy marnuję czas komunikując się z Tobą po Angielsku i moglibyśmy sobie porozmawiać po Polsku?

Zgadza się, to przez to że urodziłem się w Poznaniu. Moja rodzina uciekła do Zachodniego Berlina kiedy byłem jeszcze bardzo młody. Po polsku rozmawiam tylko z moimi rodzicami, więc często sobie żartuję, że mam słownictwo sześciolatka, a pisanie po Polsku sprawia mi jeszcze więcej problemów. Niestety bardzo rzadko jestem w Polsce, więc osobiście granie w rodzinnym kraju ma dla mnie duże znaczenie. Bardzo się cieszę na tę okazję.

Wasza obecna trasa zaczyna się w Polsce, a mówiąc dokładniej w Toruniu. To względy logistyczne o tym zadecydowały, czy są ku temu inne powody?

To, że zaczynamy trasę w Polsce jest zbiegiem okoliczności, ale to że zagramy w Polsce już nie. Od samego początku było dla mnie ważne, żeby na trasie znalazły się terminy w Polsce. Graliśmy na Red Smoke Festival parę lat temu i na Smoke Over Warsaw w 2018, a wcześniej jeden koncert w Krakowie. Poza moimi osobistymi powiązaniami z Polską, to doświadczenia z tych koncertów sprawiły, że chcieliśmy wrócić. Po prostu lubimy Polską publiczność, bo zdaje się bardzo cieszyć z muzyki, co nam się bardzo podoba.

Graliście na festiwalu Duna. Czy jest tam tak epicko, jak wydaje się, że może być?

(Śmiech) Tak, tak właśnie jest.

Wasze teledyski to, jak to określam „Patrz, gra zespół”. To wasza decyzja artystyczna, czy ograniczenia budżetowe?

Muszę się nie zgodzić. Większość naszych oficjalnych teledysków, to raczej mini filmy czerpiące z tradycji kipów w latach 80tych, niż popularne granie przed green screenem. Teledyski to takich piosenek jak „’61 SG”, czy „Lucid” opowiadają krótkie historie w sposób filmowy. Zawsze staramy się żeby był w nim zespół, to prawda, ale zazwyczaj odgrywamy rolę drugoplanową. W zasadzie mamy tylko jeden oficjalny teledysk, w którym zespół gra w studio „Looks’n’savy”.
Teledysk do piosenki „Nuthin”, nad którym pracujemy też będzie oparty na historii. Myślę, że ukaże się albo w trakcie, albo po obecnej trasie.
Generalnie staramy się łączyć jedno z drugim, jako że wiemy, że ludzie lubią też patrzeć jak zespół robi swoje, zamiast oglądać krótki film.

Teledysk do kawałka „Lucid” ma w sobie elementy horroru. Jesteście fanami tego gatunku?

Zgadza się, teledysk do „Lucid” przedstawia coś na kształt koszmaru sennego. Uwielbiamy kręcić takie klipy. Zawsze pełno w nich „improwizowanego profesjonalizmu” i stąd też masa zabawy.
Jesteśmy wielkimi fanami dobrych filmów, ale nie powiedziałbym że jakiegoś szczególnego ich gatunku. To samo dotyczy muzyki. Lubimy dobrze wykonane rzeczy,

Powiedziałeś, że niektóre zespoły na żywo brzmią kompletnie inaczej 
niż na albumach. Zastanawialiście się nad wypuszczeniem albumu koncertowego żeby pokazać pełne spektrum Wedge, czy w dobie youtube nie ma do większego sensu?

Tak, jesteśmy fanami albumów koncertowych i jest szansa, że prędzej, czy później taki wypuścimy! W studio ma się możliwość ponownego zagrania partii, z czego lubimy często korzystać, ale na żywo ta sama piosenka może brzmieć zupełnie inaczej. Lubimy te ograniczenia, które stwarza granie na żywo, bo wymagają od nas kreatywności. Jednak uważam, że naprawdę dobra piosenka poradzi sobie bez względu na aranżacje, czy instrumentarium.

Czy jest coś, co chcielibyście powiedzieć swoim fanom w Polsce?

Tak, chcielibyśmy zwrócić waszą uwagę na zespół The Golden Grass, wspaniałą grupę z Nowego Jorku, która rusza z nami w trasę. Uważamy, że oba zespoły do siebie idealnie pasują. Jeśli lubicie boogie i psychodeliczny hard rock i temu podobne klimaty na pewno nie powinno was zabraknąć na koncercie. Jesteśmy naprawdę podekscytowani i mamy nadzieję zobaczyć Was wszystkich celebrujących z nami wiosnę i rock’n’roll

Rozmawiał: Kosa
Facebook Wedge

Wedge + Goldengrass w Toruniu 27.03.2019

Wedge + Goldengrass w Warszawie 28.03.2019

Wedge + Goldengrass w Krakowie 29.03.2019

Wedge + Goldengrass w Poznaniu 30.03.2019

*W oryginale rymowanka brzmiała:

Inspiration hides literally anywhere.
You might read it right now if you really dare.
It can be found within a single line
and it can happen anytime.
Inspiration lingers in only one word, if it’s true,
even in a questions of an intervi
ew.