„W pierwszej kolejności należy pozostać wiernym sobie, potem fanom, a wszyscy inni mogą spierdalać” – wywiad Dani Filth, Cradle of Filth.

Cradle Of Filth wracają w lutym do Polski, gdzie zagrają trzy koncerty: 12 lutego w gdańskim B90, 22 lutego w warszawskiej Progresji i 23 lutego w krakowskim klubie Studio.

Dzięki temu mieliśmy okazję porozmawiać z Danim Filthem, wokalistą Cradle of Filth, w rozmowie, w której pojawiły się miedzy innymi tematy: pandemii, branży muzycznej, ich nowego albumu i współpracy z Edem Sheeranem.

Antyportal.net: Cześć Dani, wiem, że jestem ostatnia z kilku osób, z którymi wiem, że dzisiaj rozmawiałeś, więc pewnie masz już trochę dosyć gadania. W ogóle, czy przez tyle lat nie znudziło Ci się jeszcze udzielanie wywiadów?

Dani Filth (lider i wokalista Cradle of Filth: Myślę, że od czasów Pandemii wszyscy muzycy ponownie zakochali się w byciu w swoim zespole, w zasadzie po prostu w zespole, bo w przez pewien czas wszystko wskazywało na to, że nasze kariery mogą się dramatycznie skończyć. I tak zresztą zawsze lubiłem udzielać wywiadów, bo to świetny sposób, żeby nawiązać relację z ludźmi. Przychodzą mi do głowy gorsze rzeczy, które mógłbym robić, niż opowiadać o sobie godzinami (śmiech).

A są może jakieś wywiady, których udzieliłeś przez te wszystkie lata, które utkwiły Ci w pamięci?

(Po chili namysłu)Nieszczególnie. Jeśli już to raczej ludzie, z którymi miałem okazję rozmawiać. Ale też udzieliłem ich tak wiele. Moja pamięć nie należy też już do najlepszych. Poza tym, w tym roku przypada 30-ta rocznica wydania naszego debiutanckiego albumu „The Principle Of The Evil Made Flesh”. 30 ,w trakcie których udzieliłem wielu wywiadów

Wyobrażam sobie. Planujecie w jakiś szczególny sposób uczcić te 30 lat?

Cóż, w pewnym sensie każdy rok przynosi nam jakąś rocznicę. Teraz zacznie się okres, w którym swoje trzydziestolecia będzie obchodziło wiele naszych albumów, więc prawdopodobnie nie. Nie planujemy niczego. Co prawda nagraliśmy ponownie dwa utwory z „The Principle Of The Evil Made Flesh”, które pewnie w jakimś momencie się ukażą, choć bez związku z nowym albumem. Teraz sobie robimy mała przerwę w jego nagrywaniu. Mamy już ponad połowę tego procesu za sobą, ja jestem w połowie nagrywania wokali, ale oczywiście czeka nas miesięczna przerwa, bo ruszamy w trasę. Do tematu nagrywania wrócimy w połowie marca, kiedy zarejestrujemy kobiece wokale, moje wokale i ogromną ilość keyboardów i trochę partii orkiestrowych, a potem czekają nas miksy. Wszystko idzie dobrze i zgodnie z planem i po prostu cieszymy się życiem, bez żadnego pośpiechu związanego z wypuszczeniem nowego albumu. Ale oczywiście otrzymacie nowy album.

Jest szansa na to, że usłyszymy nowy album jeszcze w tym roku?

Jeśli nie uda nam się to w tym roku, to wypuścimy go na początku przyszłego roku. Za to na pewno w tym roku pojawią się single.

Wracając jeszcze na chwilę do tematu wywiadów. W jednym z nich, zdaje się, ze z Hellfestu, mówiłeś, że zaśpiewanie z kimś pokroju Taylor Swift, czy Beyonce byłoby dla Ciebie czymś strasznym, a jednak nagrywacie kawałek z Edem Sheeranem. Co zmieniło się w Twojej perspektywie?

Nie nagrywamy, tylko już nagraliśmy piosenkę z Edem Sheeranem. Jest już skończona i brzmi ona niesamowicie. Nie uważam, żeby to było w miało coś wspólnego z Beyonce. Zawsze lubiłem kontrast wynikający z robienia czegoś innego. Jeśli zwrócisz uwagę na to, jakie piosenki nagrywałem solo z innymi ludźmi, przy takich okazjach jak moje występy z Twisted, 69 Eyes, Montionless In White, Bring Me The Horizon, i tak dalej… To zespoły naprawdę różniące się brzmieniem. Byłem na scenie z Misfits, Mailyn Manson, Kreator… generalnie masą różnych osób i tak jak mówiłem, lubię te kontrasty wynikające z łączenia ze sobą przeciwności. Pewnie, mogę zaśpiewać na albumie Behemoth, czy Deicide, ale nie wniesie to do nich niczego nowego. Tymczasem Ed Sheeran kiedy dorastał był naszym fanem. Skontaktowaliśmy się z nim z zapytaniem, czy byłby zainteresowany nagraniem z nami piosenki i odpowiedział „Pewnie! Oczywiście!”. Dodatkowo mieszka w okolicy. Ja, on i Justin z The Darkness zaliczamy się do muzyków, których ludzie znają z Suffolk. Ed Sheeran jest wielki. Jest ogromną gwiazdą. Ale nie w przypadku naszego projektu, w nim był bardzo skromny. W naszym studiu pojawił się sam, z gitarą przewieszoną przez ramię ubrany w bluzę Cradle Of Filth. Zresztą pisaliśmy tę piosenkę z myślą o nim. Piosenka, o której mowa, w połowie była napisana z myślą o jego głosie i gitarze. Sam napisał swoje partie. Nie wyglądało to tak, że napisaliśmy piosenkę, zapytaliśmy, czy chciałby w niej być i zmieniliśmy ją, żeby do niego pasowała. Mając to na uwadze, to jest jedna z najlepszych piosenek jakie napisaliśmy. Jest bardzo chwytliwa, ma rozmach, ale też jest ekstremalna. Są w niej blasty, używam w niej krzyku i on też trochę wysila swój głos. I wracamy tu do tego, o czym już mówiłem – o łączeniu przeciwności. Jesteśmy zespołem black metalowym. Nie powinniśmy pasować do ciasnych szufladek, w których ludzie nas umieszczają, mówiąc nam jacy mamy być. Doprawdy, tacy powinniśmy być? Pierdolcie się! Nie będziemy. Robimy co nam się żywnie podoba. Zresztą myślę, że nagranie piosenki z jednym z największych artystów na ziemi, który jest też gwiazdą pop, jest o wiele bardziej kontrowersyjne niż, nie wiem, kolejny album o szatanie.

Dla niektórych na pewno. Natomiast zastanawiam się, jaka jest różnica między Edem Sheeranem i powiedzmy Taylor Swift? Czy chodzi tu o bycie fanem Cradle Of Filth? Gdyby ta wspomniana Taylor Swift pojawiła się w waszej sali prób w bluzie Cradle Of Filth, też zaprosilibyście ją do zaśpiewania we wspólnym utworze?

Cóż, w takiej sytuacji tak, choć nie wiem jak miałoby to zadziałać, bo ona jednak opiera swoją muzykę bardziej na R&B, a my tak naprawdę nie piszemy muzyki w tym gatunku. Ed Sheeran ma jednak trochę inną estetykę, która działa z tym co robimy. Tak, na pewno są to różne tematy, ale na pewno bym się nad tym zastanowił. Czy by to zadziałało? Nie wiem. Czy to co zrobiliśmy z Edem Sheeranem działa? Absolutnie I ludzie się o tym przekonają, kiedy już piosenka się ukaże, choć została nagrana dwa lata temu. Nie, przepraszam, pomysł pojawił się dwa lata temu, a nagranie miało miejsce rok temu, akurat w okolicach Świąt 2022 i udało nam się ją ukryć przed publiką do teraz i miejmy nadzieję, że ciągle nam się będzie to udawało, dopóki nie ukaże się on później, w tym roku. Myślę, że będzie to jednak dla ludzi niespodzianka. Już oczywiście nie podoba się ona haterom, choć jeszcze się nie ukazała, ale co do reszty, pojawia się uczucie w stylu: „nie wiem jak będzie to brzmiało, ale jestem ciekaw”.

Dlaczego w takim razie tak długo karzecie nam na nią czekać?

Cóż, spowodowane jest to tym, że jest on jednym z największych artystów na świecie i ma swoje plany wydawnicze. Także dlatego, że zdecydowaliśmy, że ta piosenka jednak ukaże się na naszej nowej płycie. Początkowo nie mieliśmy tego w planach i miała ona być osobnym singlem, ale potem, po zastanowieniu się, doszliśmy do wniosku, mając już pełen obraz tego jak brzmi po jej ukończeniu, że jednak pasuje ona do całości naszego wydawnictwa. W zeszłym roku Ed wypuścił album, którego początkowo miał nie wydawać, ale jednak to zrobił i my nie mogliśmy wydać piosenki, bo tak to już po prostu jest w takich sytuacjach i też trochę byliśmy w trasie. Do tego doszedł efekt, jaki pandemia na wszystko miała i tym sposobem, efektem kuli śniegowej doszliśmy tu, gdzie jesteśmy.

Ok. Wspomniałeś, że lubisz łączyć ze sobą przeciwieństwa i próbować nowych rzeczy. I ta współpraca z Edem Sheeranem na pewno taką jest, ale czy myślałeś żeby jeszcze ze sobą połączyć jakieś kompletnie przeciwne rzeczy, jak na przykład robi to Zeal & Ardor, który mówiłeś, że przypadł Ci do gustu.

Wydaje mi się, że nie. Nie. Są pewne rzeczy, które działają z Cradle Of Filth i na przykład reggae jest jedną z tych, która się do nich nie zalicza. Podobnie R&B, czy na pewno nie jest nią też eksperymentalny jazz. Co innego soundtracki, czy darkwave. Synth? Może, kto wie? Ale niektóre rzeczy, estetycznie po prostu nie działają i nigdy by nie zadziałały. Zeal & Ardor tak świetnie działa dzięki temu, jaki on ma głos i jakie budzi zainteresowanie. To jest coś nowego. Nie wiem jak długo uda mu się ten efekt zachować, wiesz, wszystko brzmi na początku świeżo. Ale tak, na pewno są rzeczy, których nie zdecydowalibyśmy się zrobić i to tylko z powodu tego, że nie pasowałyby one do estetyki zespołu.

Dlaczego więc nie spróbujesz tego rodzaju projektu w ramach solowego projektu?

Cóż, różni ludzie próbowali mnie pchnąć w tym kierunku, ale jestem zbyt zajęty z Cradle Of Filth. To moje życie. Zrobiłem kilka albumów z Devilman i tworzy się album Temple Of The Black Moon, który powstaje razem z Robem Caggiano, który był w Anthrax i Volbeat i paroma innymi dobrze znanymi ludźmi i ukaże się on, kiedy się ukaże, choć jeszcze trochę to pewnie potrwa. Cradle Of Filth przejęło moje życie, choć wierz w to lub nie, wciąż mam życie osobiste. Zawsze kiedy biorę się za coś nowego, muszę poświęcić coś w zamian. Może nie ma nas w prasie 24 godziny na dobę, 365 dni w roku, ale ja pracuję całą dobę, przez cały rok. Świat jest duży, a gramy też dużo koncertów, ciągle piszemy też nową muzykę. Wiesz, ten album, który wyjdzie w tym roku będzie naszym 14 LP, do tego dochodzą 3 EP, dwa albumy koncertowe, niezliczone wydania specjalne…chcę przez to powiedzieć, że Cradle Of Filth w zupełności mi wystarczy. I tak, dobrze jest mieć inne ujścia dla swojej twórczości. Na przykład w swoim czasie jako takie świetnie sprawdzał się Devilment ale w jednym z poprzednich wywiadów dzisiaj ktoś mnie zapytał, czy pojawi się jego trzeci album. Odpowiedziałem, że nie, przynajmniej nie przez najbliższych parę ładnych lat, bo poszliśmy po prostu swoimi drogami. Keybordziska, coż, co dziwne jest teraz dziewczyną naszego producenta. Mają razem dzieci.

Nowy  świat…

Tak, jest to dla niej zupełnie inny świat. Wtedy miałem trochę wolnego od Cradle Of Filth, a teraz mam inne rzeczy. W tym roku prawdopodobnie ukaże się moja autobiografia, wydaję też tomik poezji, który już od jakiegoś czasu się tworzy, ukaże się kreskówka z jeszcze kilkoma osobami dobrze znanymi ze świata metalu. Mam dużo rzeczy na talerzu, ale najważniejszymi oczywiście są nadchodząca trasa i nowy album.

Jest jakiś szczególny powód, dla którego  zaczynacie trasę w Polsce, poza logistycznym?

Cóż, początkowo, i możesz sobie o tym myśleć co chcesz, mieliśmy zaczynać trasę w Izraelu.

Ok, rozumiem. Powiedziałeś, że bycie w Cradle Of Filth jest pracą, która zajmuje Ci cała dobę, prze cały rok. Nie żałowałeś więc może kiedyś, że nie masz normalnej pracy od 9-17?

Mamy czas dla siebie. Co roku przeznaczamy na niego dwa tygodnie. To znaczy, oczywiście mamy więcej czasu dla siebie, ale te dwa tygodnie są dla ludzi, którzy mają rodziny i dzieci, wiesz, nie jesteśmy potworami. Chociaż taka normalna praca… byłoby miło, bo mielibyśmy imprezy integracyjne…nie, żartuję. Normalność mnie nie interesuje. Powiedziałem, że to praca na całą dobę, ale tylko dlatego, że cały czas myślę o zespole. Wiesz, dziś wieczorem planuję odwiedzić mamę, potem jadę do mojej dziewczyny, a jutro rano ktoś ma wpaść naprawić mój antyczny zegar. A potem zacznę się pakować i przygotowywać do prób, które będziemy mieli w Czechach przed naszym pierwszym koncercie na tej trasie, w Gdańsku.

Otwarcie mówisz o swoim nie piciu alkoholu. Czy trzeźwość zmieniła Twoje życie i czy w związku z nią dużo osób zawraca Ci głowę w środowisku metalowym?

Nie, bo o tym ciągle nie wspominam. Na początku ludzie zastanawiają się czy powinni pić w mojej obecności, ale mówię im, żeby przestali pierdolić. To nie jest tak, że chodzę na AA. Nie potrzebuję czyjegoś wsparcia, po prostu przestałem pić z powodów osobistych i tyle. Starzeję się i nie chce być w trasie na kacu. Nawet raz. To najgorsze uczucie. Zwłaszcza, jeśli się jest wokalistą o wysokim głosie. To dosłownie najgorsza rzecz jaką możesz zrobić. Mam alkohol w domu, bo trzymam go na wypadek, gdybym miał nim poczęstować swoich gości, ale też, jako sposób powiedzenia sobie „Zobacz, tu stoi butla Jacka Danielsa i nie będę jej pił.” Wystarczy mieć silną wolę. I tak, dzięki temu czuję się lepiej. Myślę, że zyskałem w zeszłym roku z 20 dni, które w innym przypadku spędziłbym na kacu. Lepiej się trzymam. Nie marnuję tak dużo czasu. Ok, nie wychodzę tak często, przynajmniej nie do klubów nocnych i pubów. Ale chodzę do innych miejsc, robię inne, bardziej produktywne rzeczy. W żadnym razie nie jestem świętym, ale już nie pije i myślę, że nie jest to tak widoczne. Jestem lepszym człowiekiem. I nie mam przez to na myśli tego, że jestem lepszy, bo nie jestem nawalony, bo doskonale wiemy, że byłem nawalony wiele razy. Mam przez to na myśli to, że lepiej komunikuję się z ludźmi i nie potrzebuję do tej komunikacji alkoholu. Na przykład rozmawiam z Tobą dlatego, że chcę, a nie dlatego, że trochę wypiłem i zrobiłem się gadatliwy. Myślę też, że więcej wynoszę z rozmów z ludźmi, chociażby dzięki temu, że je pamiętam, a to przecież ważne, prawda? (śmiech)

Pełna zgoda. Jesteś częścią rynku muzycznego już od kilku ładnych lat, ale zdajesz się w ogóle nie zmieniać i ciągle mieć pasję do sceny i branży metalowej, jaką mają nastolatki, które dopiero stają się jej częścią. Czy nie zmieniłeś jednak przez te wszystkie lata swojego nastawienia do sceny? Pytam, bo ja im dłużej na niej jestem, tym bardziej jestem nią rozczarowany.

Nie wiem, ale właśnie zauważyłem, że masz okładkę albumu Neurosis w tym małym pudełeczku (faktycznie na jednym z kont jako avatar mam okładkę albumu Neurosis).
Zauważyłem to i pomyślałem „Pamiętam ten album”. Czy to „Through Silver In Blood”?

To “Times of Grace”

A, ok. Jakie było pytanie? A, tak, rozczarowanie. Kurwa, pewnie że tak!

Myślę, że branża muzyczna jest na jebanych kolanach. Jest potwornie. Zbieram płyty CD. Rozumiem przez to, że nie wychodzę z siebie, żeby mieć ich jak najwięcej, tylko o to, że jeśli jakiś zespół, który na przykład ktoś mi poleci mi się spodoba, jak ostatnio na przykład z zespołem Frozen Soul to go kupuję. Posłuchałem ich sobie na Spotify, nie przepraszam, nie na Spotify, bo z niego nie korzystam. Posłuchałem go sobie na Youtube i pomyślałem „O boże, tak!” i kupiłem sobie ten album na płycie. Zrobiłem to bo lubię wspierać zespoły. Jestem w zespole, więc wspieram zespoły. Nie jestem jebanym hipokrytą. Spotify, Deezer, Amazon, Tidal i inne nie płacą zespołom tyle, ile powinny. Po prostu. Z tego właśnie powodu Universal zdjął muzykę wykonawców ze swojego katalogu z Twittera. Też to całe AI prędzej, czy później będzie dla wszystkich problem. Uważam za hipokryzję nie kupowanie muzyki innych zespołów, jeśli ma się swój. Oczekujesz, że inni będą kupowali Twoją muzykę, jęczysz kiedy tego nie robią, więc sam ją kurwa kupuj! Poza tym, nie ważne co inni mówią, płyty CD i winylowe brzmią lepiej niż muzyka cyfrowa, która jest skompresowana i ma mniejszy bitrate i po prostu nie brzmi dobrze. Jeśli masz dobry sprzęt grający i głośniki, nawet jeśli są stare, a w zasadzie to nawet lepiej, kiedy są stare, bo nie są zrobione z jakichś gównianych części, to płyty będą brzmieć na tym sprzęcie fantastycznie. Ok, prawdopodobnie nie będziesz wtedy mieć tak dużej kolekcji płytowej, do jakiej daje dostęp Spotify, ale czy ludzie, którzy go używają doceniają muzykę w ten sam sposób? Kiedy byłem dzieciakiem oszczędzałem kieszonkowe, które udało mi się zebrać imając się różnych małych prac, żeby móc kupować płyty. Czasem zdarzało się, że popełniałem straszny błąd, kiedy kupowałem album, przy którym ryzykowałem i który nie okazywał się dobry. Ale przesłuchałem go zawsze tyle razy, że mogłem szczerze powiedzieć, że to nie dla mnie. Po tym jak już przesłuchałem go jebane 30 razy i wciąż nie stawał się od tego lepszy. Ale poświęcałem się tak, bo zapłaciłem za niego niemałe pieniądze. Dzisiaj, kiedy za nic nie płacisz, nie wydaje mi się, żebyś potrafił to tak samo docenić. Masz po prostu milion albumów na wyciągnięcie ręki nie poświecisz im tyle samo uwagi, jak gdybyś  miał kolekcję płytową na powiedzmy kilkaset, czy nawet kilka tysięcy albumów. Matematyki nie oszukasz.

Może myślę tak, dlatego, ze jestem trochę retro, trochę stary. Wiesz, ja ciągle pamiętam wymienianie się kasetami i pisanie do ludzi listów, czy udzielanie wywiadów z budek telefonicznych. Miałem kurwa 18 lat kiedy założyłem zespół i nie miałem własnego telefonu. I przez to jestem trochę analogowym człowiekiem.

Rozumiem Cię, też jestem kolekcjonerem płyt, bo wierzę we wspieranie „sceny” chociaż używam też Spotify. Ok, kiedy rozmawiam z muzykami często wspominają początek pandemii z nostalgią i przyznają, że przyjęli ją z ulgą, bo mogli trochę odpocząć od całego tego cyrku związanego z byciem muzykiem. I tak nasunęło mi się pytanie, czy myślisz, że jako fani wymagamy zbyt wiele od muzyków?

Oczywiście. Mam dobry przykład. Już dzień po wydaniu albumu ludzie zaczynają mówić „Nie mogę się doczekać ich nowej płyty”. Grasz w Brazylii, jesteś na lotnisku, patrzysz na Instagram i ludzie piszą „Kiedy odwiedzicie Brazylię? Nigdy nie przyjeżdżacie do Brazylii.”, a przecież dosłownie jeszcze w niej jesteś. Więc tak, ludzie są bardzo wymagający i myślę, że właśnie tu będzie miejsce do wykazania się dla AI. Ludzie będą chcieli nowego albumu i tak to właśnie będzie wyglądać, że nie będzie już studiów nagraniowych, tylko ktoś powie AI: „Chcemy album, który będzie zawierał w sobie trochę Emperora, z wokalami z Cradle Of Filth” i maszyna to zrobi na bazie Spotify. (śmiech). I jest to trochę straszne.

A wracając do pandemii – ja w trakcie pandemii doskonale się bawiłem, uważam ten czas za zajebiście dobre spędzony. W trakcie jej drugiego roku zacząłem się trochę martwić, ale w trakcie pierwszego roku…byliśmy w studio i mieliśmy nagrane partie bębnów, przesyłaliśmy sobie partie gitar, do których mogłem śpiewać. Mogliśmy przebywać w studio tylko 5 godzin i byłem w nim tylko ja i producent i była w tym jakaś prostota, stworzyła się pewna wolna forma na zasadzie „Spróbujmy tego. Nie zadziałało? Jebać to, kogo to obchodzi?.” Nie ograniczał nas czas, bo nie wiadomo było, kiedy to wszystko się skończy i nie czuliśmy oddechu żadnej wytwórni płytowej na plecach. Nie było czegoś takiego jak teraz, kiedy musimy wstrzymać prace nad albumem, bo jedziemy w trasę, albo będziemy musieli dowieźć go w maju, bo wytwórnia ma te wszystkie te plany na koniec roku.

Robiłem też każdego dnia świetną rzecz. Kupiłem przed pandemia samochód i zabierałem go każdego wieczoru po pobycie w studio na przejażdżkę po mieście, które wyglądało wtedy jak miasto duchów, jak w Silent Hill, bo nikogo w nim nie było. Jeździłem tak na koniec miasta i z powrotem i mówiłem do siebie „Nigdy więcej nie będziesz miał już okazji zobaczyć tego miasta takim, jakim jest teraz.” A pogoda tez była piękna, było gorąco i współczuję wszystkim, którzy nie mieli dostępu do własnego ogrodu. Potem świat zaczął wracać do normalności, ale ten pierwszy roku naprawdę dobrze wspominam, bo dał mi przestrzeń na kreatywność i nie czuło się żadnej presji.

Oczywiście poza restrykcjami sanitarnymi

Restrykcjami sanitarnymi i faktem, że nie zarabiało się pieniędzy. Poza tym, było super. (śmiech).

Pisanie i nagrywanie muzyki, jeżdżenie w trasy, udzielanie wywiadów, rozmowy z managerami i wydawnictwami, wybieranie merchu… Dzisiejsi muzycy muszą naprawdę się napracować.

Zawsze tak było. Jeśli jesteś w popularnym zespole, musisz pogodzić się z tym, że czeka Cię wiele ról, a jeśli tego nie potrafisz, to lepiej się w to nie angażuj, bo będzie z tego klapa. I to jest coś, czego się musiałem nauczyć. Początkowo byłem bardzo nieśmiały. W trakcie soundchecków odwracałem się plecami do publiczności, chociaż na sali było dosłownie kilka osób. Ale po jakimś czasie zrozumiałem, że nie można być frontmanem zespołu i być jednocześnie nieśmiałym. A na pewno, jeśli przez ten zespół masz się jakoś wyrażać. Oznacza to, że musisz być dobry w dawaniu wywiadów i kontaktach z prasą, umieć rozmawiać z ludźmi i prezentować się. Oczekuje się od Ciebie, że będziesz ambasadorem swojego projektu. A przy tym chcesz jeszcze być przyjacielski dla fanów, kontaktować się z dziennikarzami i ludźmi z wytwórni…Jest tak wiele rzeczy, którymi musisz być, będąc w popularnym zespole. Nie chodzi tylko o to, że umiesz śpiewać, czy grać na gitarze. Dzisiaj oczekuje się od Ciebie tak wielu rzeczy i to tylko jeśli chcesz przetrwać. Kiedy bierzesz udział w wydarzeniach, ludzie nie widzą prawdziwego Ciebie, w takich przypadkach nie jestem postrzegany jako Danny Davy, tylko Dany Filth. Trzeba walczyć o to, by nie zdradzić siebie, tego kim się jest, w życiu z daleka od tej publicznej osoby, którą jesteś dla fanów. Ale też musisz im dać, to czego od Ciebie oczekują pozostając wiernym sobie.

Więc tak, to zawsze tak wyglądało. To co się zmienia, to, że coraz ciężej jest być tymi wszystkimi ludźmi. Czy to się komuś podoba, czy nie, to jest jednak nasza praca. Ludzie myślą, że mieszkam w jakimś zamku w Anglii, co jest absolutną bzdurą, i uważają, że jestem miliarderem i nie muszą zawracać sobie głowy kupowaniem moich albumów, skoro mogą ich sobie posłuchać na Spotify i inne tego rodzaju kompletne bzdury. Tyle, że oni przesłuchają albumu i idą do pracy, gdzie zarabiają pieniądze. A muzycy? Muzycy nie powinni zarabiać pieniędzy, bo muzyka jest za darmo. Trzeba niestety spoglądać na to wszystko jak dziecko, przez różowe okulary, bo w przeciwnym razie byłoby bardzo dołująco. Musisz pamiętać dlaczego kochasz muzykę, a to akurat jest bardzo proste. Mogę skończyć ten wywiad, włączyć sobie jakieś albumy i ot tak, ponownie zakochać się w muzyce, Ale musisz o tym pamiętać,  żeby się nie złamać, żeby nie pęknąć. Ludzie siedzący na Instagramie, Facebooku, Twitterze, czy tam teraz X, będą mówić głupoty i nigdy nie zadowolisz wszystkich.  Możesz wydać genialny album, najlepszy album jaki kiedykolwiek napisałeś, spełnienie marzeń Twoich słuchaczy, a i tak znajdą się tacy, którzy będą narzekać, że to nie drugie „Midian”, albo że to drugie „Midian”, a oni chcieli drugiego „Dusk…and Her Embrace”. A Ty musisz to wszystko udźwignąć i pozostać wierny sobie. Myślę, że w pierwszej kolejności należy pozostać wiernym sobie, w drugiej kolejności fanom, a wszyscy inni mogą spierdalać.

No i proszę, mam już nagłówek. Widzę kontem oka, że nasz czas niestety się kończy, tak że chciałem Ci bardzo podziękować za Twój czas Danny. Czy chciałbyś jeszcze coś powiedzieć swoim fanom w Polsce i na świecie?

Dziękuję Wam za Wasze ciągłe wsparcie dla Cradle of Filth, bez niego, co oczywiste nie wracalibyśmy teraz do Polski. Byłoby to bez sensu, gdyby nie było w niej naszych fanów. Nie możemy się doczekać tej wizyty, bo zawsze się u Was świetnie bawimy. Tym razem będzie to co prawda dla mnie wizyta na trzeźwo, ale spędziłem w Polsce kilka pamiętnych nocy, niektórych na tyle pamiętnych, że ich nie pamiętam, tak były dobre (śmiech).

Raz jeszcze dzięki udanego dnia i weekendu i do zobaczenia w Warszawie!

Dziękuję, wzajemnie i trzymaj się!

Rozmawiał: Kosa

Facebook Cradle Of Filth

Oficjalna Strona Cradle of Filth

Najbliższe koncerty Cradle Of Filth w Polsce:

12.02.2024 – Gdańsk

22.02.2024 – Warszawa

23.02.2024 – Kraków